Dołącz do czytelników
Brak wyników

Pierwsze kroki w przedszkolu

Artykuły z czasopisma | 13 listopada 2017 | NR 19
445

Rozmowa z psycholog Magdaleną Lange-Rachwał o pozytywnej adaptacji, roli nauczycieli i rodziców oraz o metodach niwelowania lęku związanego z adaptacją.
 

Od wielu lat pracuje pani z najmłodszymi i na pewno nie raz spotkała się pani z takim pytaniem, ale muszę je zadać: 
Dlaczego niektóre dzieci błyskawicznie adaptują się w nowym otoczeniu, a innym zajmuje to kilka tygodni?

Po prostu między dziećmi, tak jak i między ludźmi dorosłymi, istnieją tzw. różnice indywidualne. W związku z tym nie ma jednego modelu reakcji, sposobu zachowania w danej sytuacji. Zarówno rodzice, jak i nauczyciele, muszą podążać za dzieckiem, starać się trafnie odczytywać jego potrzeby, które nie zawsze potrafi ono zwerbalizować. Oczywiście nie można także lekceważyć wielu innych czynników, np. tego, w jaki sposób rodzice przygotowują dziecko do pójścia do szkoły czy przedszkola. Dziecko, które nie oswoi tego problemu pod względem poznawczym, będzie miało na pewno trudniej. Ważne jest również odpowiednie nastawienie rodziców. Jeżeli z jakiś względów obawiają się tej sytuacji, to dziecko, z dużym prawdopodobieństwem, przejmie ten lęk. Ważne jest także to, jak wcześniej wyglądały społeczne kontakty malucha: czy miało szansę na częste zawieranie znajomości z innymi maluchami, czy wychowywało się w otoczeniu innych dzieci, czy pozostawało u dziadków lub innych krewnych na noc bez rodziców, czy być może przebywało głównie z mamą i tatą. Tak więc dobra adaptacja jest wypadkową wielu czynników. Nie można, oczywiście, nie doceniać roli środowiska, do którego dziecko ma się zaadaptować. Niezwykle istotne, czy czuje się bezpiecznie i czy mu się tam podoba oraz jaki kontakt nawiąże z osobą opiekuna. 

Czym jest pozytywna adaptacja dziecka w nowym środowisku i dlaczego jest tak ważna?

Pozytywna adaptacja polega na przystosowaniu się dziecka do nowych, nieznanych warunków w taki sposób, aby było to dla niego jak najmniej obciążające pod względem psychicznym. Warto pamiętać, że nie zależy ona tylko od przedszkolaka (ucznia) – wymaga pomocy mądrych dorosłych. Natomiast często nacisk kładzie się wyłącznie na dziecko: to ono ma się „zaadoptować” i, jeżeli tak się nie dzieje, to jest jego „wina”. Nieprawda. Pozytywna adaptacja jest istotna z wielu względów. Po pierwsze, podnosi poczucie kompetencji oraz poczucie sprawstwa u dziecka, które myśli: „poradziłem sobie”. Jest to także jeden z etapów socjalizacji, dzięki któremu dziecko rozwinie swoje umiejętności społeczne. Adaptację nierozerwalnie łączy się także z separacją, oddzieleniem od matki – w tym wymiarze jest to także osiągniecie rozwojowe. 

Żeby dziecko mogło w pełni korzystać z tego, co oferuje mu nowa placówka, musi być, rzecz jasna, odpowiednio zaadaptowane – tylko wtedy może być skoncentrowane na „tu i teraz”, nauce nowych rzeczy, zawieraniu przyjaźni, prezentacji samego siebie. Adaptacja, która nie przebiega pomyślnie, nie kończy się w momencie wyjścia z placówki. Często niesie ze sobą konsekwencje w postaci regresu do wcześniejszych etapów rozwojowych, zaburzeń snu, jedzenia, zanieczyszczania się i wielu innych. 

Jak można zaradzić niepotrzebnym stresom podczas pierwszych dni w nowej placówce? Czy istnieje jakiś sposób, który pozwoliłby dziecku na szybsze zaadaptowanie się w nowym otoczeniu?

Na pewno dziecko nie może być po prostu „wrzucone” do nowego miejsca. Wcześniej rodzice powinni je przygotować poznawczo, powinny się toczyć rozmowy, powinni wyjaśnić wszystkie wątpliwości dziecka. Nie może być tak, że pewnego dnia dziecko po prostu idzie do przedszkola czy szkoły (mówię o tym, bo takie sytuacje się zdarzają). To podstawa. Niestety, bywa też tak, że maluch jest wcześniej straszony nowym miejscem (to mogą być np. uwagi „jesteś niegrzeczny, ale w przedszkolu sobie z tobą poradzą” i inne, które sprawiają, że dziecko zaczyna widzieć nowe miejsce w sposób negatywny). Warto też zwrócić uwagę na to, o czym rozmawiają ze sobą dorośli. Często w poczuciu, że dziecko bawi się w drugim pokoju, wyrażają swoją niepewność („nie wiem, jak on sobie poradzi”), a dziecko to słyszy i, oczywiście, przyjmuje. Przyprowadzając dziecko do nowego miejsca, rodzice muszą być pozytywnie nastawieni, spokojni. Maluchy doskonale odczytują sygnały niewerbalne i od razu wyłapują, że sztuczne uśmiechy i pozorny luz to fasada. Niepokój rodzica jeszcze bardziej negatywnie podziała na jego pociechę. Rodzic musi sam wcześniej przepracować tę sytuację, bo jego lęk negatywnie wpłynie na dziecko. W tym przypadku zapewnienia, że „wszystko będzie dobrze”, są dla dziecka tylko pustymi słowami. Niestety, czasami to rodzice (częściej mamy) mają problem z separacją. Pamiętajmy o tym, że jest to pierwszy moment, kiedy dziecko opuszcza gniazdo, staje się bardziej samodzielne. Dla niektórych opiekunów może to być trudne, dlatego to oni wcześniej muszą sobie z tym poradzić, po to, żeby pomóc swojemu dziecku. Rodzice zachowujący się nerwowo lub udający pozytywne emocje generują stres dziecka. Wielu z nich najbardziej boi się sytuacji, kiedy dziecko zacznie płakać, jest to dla nich przerażające. Nie można się tego bać, dziecko może w taki sposób wyrazić swoje emocje i to rodzic, jako dorosły, musi je przyjąć. Często działa tu zasada „samospełniającego się proroctwa” nasze obawy, lęk, są dla dziecka widoczne i ono reaguje dokładnie tak, jak się tego obawiamy. Pomóżmy dziecku, słuchajmy tego, co ono mówi (werbalnie lub niewerbalnie), i starajmy się z nim rozmawiać. Żeby więc dziecku pomóc, po pierwsze – nie trzeba robić pewnych rzeczy, które negatywnie na nie wpłyną. Po drugie – nie negować uczuć malucha. Należy mu na nie pozwolić. Jeżeli dziecko płacze, a słyszy komunikat „nie płacz”, to on mu nie pomaga, lecz wzmaga poczucie, że rodzic oczekuje czegoś, czego dziecko zrobić nie może lub nie umie. Opiszmy więc to, co dziecko czuje. Powiedzmy: „widzę, że jesteś smutny”. To punkt wyjścia do rozmowy, przytulenia, podążenia za dzieckiem. Nie wkładamy go wtedy w szufladę naszych oczekiwań, tylko słuchamy tego, co ma do powiedzenia. To często bardzo pomaga. Jedna z praktycznych rzeczy, które warto zrobić – pozwolić dziecku zabrać do przedszkola „część domu”, np. ukochaną przytulankę lub inny, ważny dla malucha przedmiot. I tu uwaga: często rodzice preparują taką zabawkę, czyszczą, piorą... To duży błąd – ona ma pachnieć domem. Pamiętajmy, że dzieci organizują sobie świat także poprzez zapachy. Myślę więc, że dobre rozstanie jest bardzo ważne, może zminimalizować stres. Niedobrze, kiedy ono trwa w nieskończoność, ale niedobrze też, gdy rodzic stara się załatwić to jak najszybciej i niemal ucieka, w nadziei, że taka opcja jest lepsza. Dajmy dziecku czas, ale też postawmy wyraźną granicę, kiedy musimy iść, a maluch musi się zacząć wdrażać do nowej sytuacji. 

Jaka jest w tym rola wychowawców?

Ogromna! Po pierwsze to oni zostają z dzieckiem, kiedy rodzic odchodzi. Jednak często już wcześniej mogą pomóc, np. na spotkaniu z rodzicami, które odbywa się przed rozpoczęciem nowego roku, powinni edukować rodziców, przekazać im swoją wiedzę na temat adaptacji dzieci, powiedzieć, co mogą zrobić, a czego nie powinni. Uspokoić ich obawy, ale przede wszystkim wybić ich ze schematu myślenia, że adaptacja to straszne przeżycie dla dziecka i rodzica, podkreślić, że u większości maluchów kończy się ona szybko i sukcesem. 

Kiedy wychowawca zostaje z płaczącym maluchem, powinien – podobnie jak rodzic – podążać za nim, słyszeć, co mówi, rozmawiać, przytulać. Może warto, aby przez pierwsze dni były przygotowane ciekawe aktywności, bardzo atrakcyjne, w które dzieci chętnie wejdą. W dużych, 25-osobowych grupach, możliwości podejścia indywidualnego do dziecka często są ograniczone, tym bardziej że w tych pierwszych dniach wiele maluchów potrzebuje wsparcia. Na szczęście są też dzieci, które bez problemu odnajdują się w nowej sytuacji. Mądry wychowawca potrafi się zorientować, czego dziecko potrzebuje, znaleźć klucz do niego (często metody, po które sięga, są bardzo zróżnicowane). Należy być także elastycznym w sensie zasad – szczególnie stresogenne dla dziecka może być leżakowanie oraz posiłki. Jeżeli dziecko nie chce w tych aktywnościach uczestniczyć, lepiej pozwolić mu na to, wykazać się elastycznością niż zwiększać napięcie, czyniąc sytuację jeszcze trudniejszą. 
Na szczęście w wielu placówkach wychowawcy to rozumieją. Pierwsze dni są trudne, ale należy zadbać, żeby atmosfera była jak najlepsza, bezpieczna, pozbawiona nerwowości, zawstydzania, porównywania dzieci między sobą. 

Czy współpraca z rodzicami może ułatwić adaptację dziecka?

Współpraca na linii wychowawca – rodzic jest niezwykle istotna. Przede wszystkim przepływ informacji pomaga obu stronom. Rodzic, który zostawia dziecko we łzach, a od wychowawczyni słyszy, że płacz kończy się zaraz po jego wyjściu – będzie inaczej patrzył na tę sytuację, niż gdy poprzestanie tylko na własnej, cząstkowej obserwacji. Z kolei jeżeli rodzice przekażą personelowi placówki, co dziecko mówi w domu, jak się zachowuje, w co się bawi, może to znacznie ułatwić pracę. Bardzo przydatna jest wiedza o tym, co dziecko lubi, co je interesuje, bo to może pomóc w nawiązaniu dobrego kontaktu lub wymyśleniu interesujących dla dziecka aktywności po wyjści...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy