Dołącz do czytelników
Brak wyników

Pierwsze kroki w przedszkolu

Artykuły z czasopisma | 13 listopada 2017 | NR 19
111

Rozmowa z psycholog Magdaleną Lange-Rachwał o pozytywnej adaptacji, roli nauczycieli i rodziców oraz o metodach niwelowania lęku związanego z adaptacją.
 

Od wielu lat pracuje pani z najmłodszymi i na pewno nie raz spotkała się pani z takim pytaniem, ale muszę je zadać: 
Dlaczego niektóre dzieci błyskawicznie adaptują się w nowym otoczeniu, a innym zajmuje to kilka tygodni?

Po prostu między dziećmi, tak jak i między ludźmi dorosłymi, istnieją tzw. różnice indywidualne. W związku z tym nie ma jednego modelu reakcji, sposobu zachowania w danej sytuacji. Zarówno rodzice, jak i nauczyciele, muszą podążać za dzieckiem, starać się trafnie odczytywać jego potrzeby, które nie zawsze potrafi ono zwerbalizować. Oczywiście nie można także lekceważyć wielu innych czynników, np. tego, w jaki sposób rodzice przygotowują dziecko do pójścia do szkoły czy przedszkola. Dziecko, które nie oswoi tego problemu pod względem poznawczym, będzie miało na pewno trudniej. Ważne jest również odpowiednie nastawienie rodziców. Jeżeli z jakiś względów obawiają się tej sytuacji, to dziecko, z dużym prawdopodobieństwem, przejmie ten lęk. Ważne jest także to, jak wcześniej wyglądały społeczne kontakty malucha: czy miało szansę na częste zawieranie znajomości z innymi maluchami, czy wychowywało się w otoczeniu innych dzieci, czy pozostawało u dziadków lub innych krewnych na noc bez rodziców, czy być może przebywało głównie z mamą i tatą. Tak więc dobra adaptacja jest wypadkową wielu czynników. Nie można, oczywiście, nie doceniać roli środowiska, do którego dziecko ma się zaadaptować. Niezwykle istotne, czy czuje się bezpiecznie i czy mu się tam podoba oraz jaki kontakt nawiąże z osobą opiekuna. 

Czym jest pozytywna adaptacja dziecka w nowym środowisku i dlaczego jest tak ważna?

Pozytywna adaptacja polega na przystosowaniu się dziecka do nowych, nieznanych warunków w taki sposób, aby było to dla niego jak najmniej obciążające pod względem psychicznym. Warto pamiętać, że nie zależy ona tylko od przedszkolaka (ucznia) – wymaga pomocy mądrych dorosłych. Natomiast często nacisk kładzie się wyłącznie na dziecko: to ono ma się „zaadoptować” i, jeżeli tak się nie dzieje, to jest jego „wina”. Nieprawda. Pozytywna adaptacja jest istotna z wielu względów. Po pierwsze, podnosi poczucie kompetencji oraz poczucie sprawstwa u dziecka, które myśli: „poradziłem sobie”. Jest to także jeden z etapów socjalizacji, dzięki któremu dziecko rozwinie swoje umiejętności społeczne. Adaptację nierozerwalnie łączy się także z separacją, oddzieleniem od matki – w tym wymiarze jest to także osiągniecie rozwojowe. 

Żeby dziecko mogło w pełni korzystać z tego, co oferuje mu nowa placówka, musi być, rzecz jasna, odpowiednio zaadaptowane – tylko wtedy może być skoncentrowane na „tu i teraz”, nauce nowych rzeczy, zawieraniu przyjaźni, prezentacji samego siebie. Adaptacja, która nie przebiega pomyślnie, nie kończy się w momencie wyjścia z placówki. Często niesie ze sobą konsekwencje w postaci regresu do wcześniejszych etapów rozwojowych, zaburzeń snu, jedzenia, zanieczyszczania się i wielu innych. 

Jak można zaradzić niepotrzebnym stresom podczas pierwszych dni w nowej placówce? Czy istnieje jakiś sposób, który pozwoliłby dziecku na szybsze zaadaptowanie się w nowym otoczeniu?

Na pewno dziecko nie może być po prostu „wrzucone” do nowego miejsca. Wcześniej rodzice powinni je przygotować poznawczo, powinny się toczyć rozmowy, powinni wyjaśnić wszystkie wątpliwości dziecka. Nie może być tak, że pewnego dnia dziecko po prostu idzie do przedszkola czy szkoły (mówię o tym, bo takie sytuacje się zdarzają). To podstawa. Niestety, bywa też tak, że maluch jest wcześniej straszony nowym miejscem (to mogą być np. uwagi „jesteś niegrzeczny, ale w przedszkolu sobie z tobą poradzą” i inne, które sprawiają, że dziecko zaczyna widzieć nowe miejsce w sposób negatywny). Warto też zwrócić uwagę na to, o czym rozmawiają ze sobą dorośli. Często w poczuciu, że dziecko bawi się w drugim pokoju, wyrażają swoją niepewność („nie wiem, jak on sobie poradzi”), a dziecko to słyszy i, oczywiście, przyjmuje. Przyprowadzając dziecko do nowego miejsca, rodzice muszą być pozytywnie nastawieni, spokojni. Maluchy doskonale odczytują sygnały niewerbalne i od razu wyłapują, że sztuczne uśmiechy i pozorny luz to fasada. Niepokój rodzica jeszcze bardziej negatywnie podziała na jego pociechę. Rodzic musi sam wcześniej przepracować tę sytuację, bo jego lęk negatywnie wpłynie na dziecko. W tym przypadku zapewnienia, że „wszystko będzie dobrze”, są dla dziecka tylko pustymi słowami. Niestety, czasami to rodzice (częściej mamy) mają problem z separacją. Pamiętajmy o tym, że jest to pierwszy moment, kiedy dziecko opuszcza gniazdo, staje się bardziej samodzielne. Dla niektórych opiekunów może to być trudne, dlatego to oni wcześniej muszą sobie z tym poradzić, po to, żeby pomóc swojemu dziecku. Rodzice zachowujący się nerwowo lub udający pozytywne emocje generują stres dziecka. Wielu z nich najbardziej boi się sytuacji, kiedy dziecko zacznie płakać, jest to dla nich przerażające. Nie można się tego bać, dziecko może w taki sposób wyrazić swoje emocje i to rodzic, jako dorosły, musi je przyjąć. Często działa tu zasada „samospełniającego się proroctwa” nasze obawy, lęk, są dla dziecka widoczne i ono reaguje dokładnie tak, jak się tego obawiamy. Pomóżmy dziecku, słuchajmy tego, co ono mówi (werbalnie lub niewerbalnie), i starajmy się z nim rozmawiać. Żeby więc dziecku pomóc, po pierwsze – nie trzeba robić pewnych rzeczy, które negatywnie na nie wpłyną. Po drugie – nie negować uczuć malucha. Należ...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Wychowanie w Przedszkolu"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy