Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wywiad miesiąca

10 listopada 2017

NR 18 (Czerwiec 2016)

Czas na sport

Rozmowa z Jarosławem Bieniukiem, znanym polskim piłkarzem i wielkim pasjonatem sportu
 

Jedno z najpopularniejszych haseł „Sport to zdrowie” jest wpajane dzieciom już od najmłodszych lat. Kiedy zaczęła się pana przygoda ze sportem?

Byłem bardzo żywym dzieckiem i potrzebowałem dużo ruchu, aby rozładować swoje pokłady energii. Praktycznie od najmłodszych lat każdą wolną chwilę spędzałem na podwórku, grając w piłkę, biegając czy goniąc się z innymi dziećmi. W domu także nie mogłem za długo usiedzieć w jednym miejscu, więc dla mnie sport był idealnym sposobem na spędzanie czasu. W przypadku moich dzieci jest podobnie. 
Od najmłodszych lat byłem po prostu chory na punkcie ruchu i sportu i, odkąd pamiętam, sport był dla mnie ważny.

Dorośli, zarówno rodzice, jak i nauczyciele, mają wpływ na rozwój zainteresowań sportowych dzieci. W jaki sposób pana zdaniem można zaszczepić w dzieciach pasję do sportu?

Na pewno dla dziecka – tak, jak mówią zresztą metodycy nauczania o sporcie – najważniejszy jest pokaz, czyli po prostu trzeba świecić dobrym przykładem. Jeżeli dziecko widzi, że mama czy tata są aktywni sportowo, że ubierają dres i np. wychodzą pobiegać, pograć w tenisa, to na pewno dziecko będzie naśladowało te wzorce. W moim przypadku tak właśnie było. Mój tata był bardzo aktywny i uprawiał różne sporty. Dodatkowo starał się zarazić również mnie swoją pasją do sportu, zabierając mnie na mecze siatkówki i koszykówki. Mój tata szczerze uwielbia sport i ja te wzorce czerpałem od niego. Nie ma innej drogi. Trudno od dziecka wymagać czegoś, czego samemu się nie robi. Dziecko wyczuwa ten fałsz. Jeśli rodzice się nie ruszają i nie krzewią kultury fizycznej, to dziecko prawdopodobnie także nie będzie chciało się ruszać. Lubię określenie „kultura fizyczna”, bo jest to przecież element kultury, tak jak kultura osobista, szacunek – taki savoir-vivre w codziennym zachowaniu. Uważam, że nie doceniamy kultury fizycznej. Osobiście uważam, że jest ona u nas zaniedbana. Tymczasem człowiek kulturalny społecznie powinien być również kulturalny fizycznie. Oczywiście, nie mówię o chorobach, które uniemożliwiają ruch, ale jeśli ktoś prowadzi niekulturalny fizycznie tryb życia, widać to od razu „gołym okiem”.

Domyślam się, że ulubioną pana dyscypliną była piłka nożna... Czy może w dzieciństwie interesował się pan inną dyscypliną?

Piłka nożna była numerem jeden od zawsze! Ale trenowałem również inne sporty, m.in. tenis, sztuki walki – judo i karate. Zawsze jednak piłka nożna była dla mnie najważniejsza. Stąd też całe swoje życie związałem z piłką. 

Czy zgodzi się pan ze stwierdzeniem, że uprawianie sportu kształtuje charakter? 

Tak, sport kształtuje charakter oraz uczy pewnych zasad. Przede wszystkim punktualności – trenerzy jej wymagają i nie można się spóźniać na trening. Sport to również regularność i systematyczność. Jeśli ktoś ma słomiany zapał, od razu to wyjdzie w sporcie i za chwilę go nie będzie na treningach. Przychodzą takie momenty, że jest naprawdę ciężko, po prostu nie chce się iść na te zajęcia, bo pada, wieje, bo człowiek jest zmęczony czy podziębiony lub ma jakiś problem, ale mimo to trzeba iść i ćwiczyć. Po to jest właśnie trening i nie można go sobie odpuścić. To wszystko uczy przełamywania pewnych barier, czyli po prostu kształtuje charakter.

A czy sport pomógł panu w życiu?

Oczywiście, że tak! Sport wielokrotnie pomagał mi w życiu. Często mówię: „Jak trwoga, to do sportu”, parafrazując słynne powiedzenie. Teraz, kiedy mam jakieś zmartwienie, zakładam dres i biegam, jeżdżę na rowerze, po prostu muszę się wyżyć. Sport pomógł mi także w latach młodości, gdy miałem różne inne pokusy, jak to bywa w tym wieku. Zamiast np. wyjść na imprezę, musiałem wrócić do domu, bo na drugi dzień miałem rozegrać mecz i musiałem być w dyspozycji. Można powiedzieć, że sport jakby ukierunkował mnie w życiu.

W dzisiejszych czasach dzieci wolą siedzieć z tabletem lub telefonem w ręce niż wyjść na dwór i pograć w piłkę. Czy ma pan pomysł, jak odciągnąć dzieci od ekranów komputerów czy telewizorów?

Teraz nie ma już tego podwórka, jakie pamiętam ze swojego dzieciństwa. Rodzice zostali animatorami wolnego czasu swoich dzieci. Kiedyś było inaczej. Podwórko wypełniało każdy wolny czas. Tam organizowało się różne zabawy, np. grę w piłkę, podchody, grę w wojnę i 1000 różnych innych rzeczy. Tam można było wszystko, a teraz to my – dorośli – musimy organizować wolny czas najmłodszych. Dzisiejsi rodzice stawiają większy nacisk na naukę i zajęcia dodatkowe, które zabierają wolny czas dziecka. Innymi „złodziejami” czasu są również Internet, tablety, konsole i telewizja. 
O wiele łatwiej jest przeżyć jakąś przygodę na smartfonie niż w realnym świecie – na podwórku.
Zauważyłem, że bardzo trudno jest wyciągnąć dzieci z domów, ale jak już pójdą na zajęcia sportowe, to są tam szczęśliwe, zadowolone i uśmiechnięte. Trzeba po prostu popchnąć dzieci do aktywności. Oczywiście, nic na siłę, bo jeśli dziecko na zajęciach się kiepsko bawi, po ich zakończeniu jest smutne, to rzeczywiście może być to sygnał, że może ich nie lubi. Ale jeśli problem polega tylko na przełamaniu...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Wychowanie w Przedszkolu"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy