Dołącz do czytelników
Brak wyników

Okiem pedagoga

8 marca 2021

NR 64 (Marzec 2021)

Wpływ miłości rodzicielskiej na rozwój dziecka

58

Dziecko od urodzenia wykazuje usilne dążenie do pozyskania pomocy niezbędnej dla własnej egzystencji i rozwoju. To zaś jest zależne wyłącznie od tego, czy owo dążenie przyniesie właściwy skutek, a jest nim stała bliskość osoby, która będzie zapewniać mu niezbędną opiekę i ochronę.

Wsytuacji różnych zaburzenień w sferze funkcjonowania instynktu macierzyńskiego może to zakłócać działanie mechanizmu przywiązania. Zakłócenia działania mechanizmu przywiązania nie pozostają bez wpływu na rozwój dziecka, gdyż jest to pierwsza relacja społeczna w jego życiu. Emocjonalne odrzucenie przez matkęm może prowadzić do zahamowania lub niewykształcenia się zdolności afiliacyjnych dziecka (postawa „od ludzi”). W takiej sytuacji w początkowej fazie przywiązania mogą kształtować się w osobowości dziecka zręby przyszłych trwałych orientacji życiowych. Częste reakcje strachu sprawiają, że dziecko przyswaja sobie strategię unikania i ucieczki, która utrwala się w postaci „orientacji na zagrożenie”. Jej przeciwieństwem jest „orientacja na cel”, która kształtuje się, kiedy dziecko uczy się własną aktywnością pozyskiwać ciepłą opiekuńczość ze strony matki.

Obecnie troska rodziców o to, aby ich dziecko miało wszystko, co niezbędne dla jego pomyślnego bytowania i dobrego samopoczucia jest, nawet bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości, doceniana w społecznej świadomości. W powszechnym myśleniu wypełnianie przez rodziców wymaganego standardu opieki nad dziećmi jest ich obowiązkiem, a zarazem miarą miłości do dziecka.

Powstaje jednak pytanie, czy te wysokie standardy opieki spełniają wymogi współczesności i odpowiadają potrzebom rozwojowym współczesnego dziecka? To natomiast prowadzi nas do pytania bardziej zasadniczego: czy opiekuńcza miłość rodzicielska stanowi dla współczesnego dziecka wystarczająco solidny fundament, na którym może ono budować swoją szczęśliwą teraźniejszość i przyszłość? 
Mogłoby się wydawać, że jeżeli na to pytanie pada niekiedy negatywna odpowiedź, to przyczyny musimy szukać w obiektywnych przemianach, jakie zachodzą we współczesnym społeczeństwie. To one właśnie przekładają się w życiu dzieci na owe rodzinne anomalie i alienacje, z którymi współczesne dzieci tak często się borykają. Nasuwałoby to – słuszny zresztą – wniosek o konieczności znalezienia takich form organizacji opieki nad dziećmi, które tym deficytom rodzicielskiej miłości wychodziłyby naprzeciw. Krótko mówiąc, idzie o to, aby współczesnemu dziecku otworzyć łatwiejszy dostęp do owego nieocenionego dobra, jakim jest miłość rodzicielska.  

Jaka rodzicielska miłość jest współczesnym dzieciom potrzebna? Czy dzisiejszym dzieciom wystarczy do szczęścia tylko rodzicielska, nawet najbardziej troskliwa, miłość opiekuńcza? Pytanie te siłą rzeczy przesuwa naszą uwagę ze zmian warunków, w jakich żyją współczesne dzieci; na zmiany, jakie się dokonały i wciąż się dokonują w nich samych. Zmienia się bowiem nie tylko ich świat, ale także one. 
Na czym polega różnica między współczesnymi a poprzednimi pokoleniami dzieci? Odpowiedź jest zaskakująco prosta: na rozwoju ich podmiotowości. Dzisiejsze dzieci mają znacznie bogatsze życie wewnętrzne niż ich dawni rówieśnicy. Wiąże się to z fenomenem niedocenianym przez świat dorosłych. Ważne, aby ta wiedza o współczesnym dziecku przeniknęła do społecznej świadomości i pociągnęła za sobą konieczne zmiany w sposobie traktowania dzieci. Sprawa, o której mowa, dotyczy tego, co psychologowie określają mianem własnej tożsamości jednostki ludzkiej, a więc własnego „Ja”. Polega ono na poczuciu własnej odrębności w stosunku do otaczającego świata, a więc także własnego znaczenia i wartości jako osoby. To własne „Ja” budzi się dziś nawet już w kilkuletnich dzieciach – tym wcześniej, im wcześniej w ich życiu pojawiają się różne konflikty i zagrożenia. Staje się wrażliwe na krytykę, zwłaszcza na lekceważenie, ośmieszanie lub odrzucanie. Zaczyna mieć osobiste ambicje, aspiracje, marzenia czy nadzieje, a także troski i obawy dotyczące siebie. Dzisiejsze dziecko znacznie wcześniej, niż to czynili jego rówieśnicy sprzed lat, buduje ją sobie głównie pod wpływem własnych doświadczeń oraz wzorów, jakie czerpie od osób ze swego otoczenia. Struktura ta obejmuje cztery zasadnicze elementy. Są nimi:

POLECAMY

  • obraz własnej osoby (jaka/jaki jestem?), 
  • poczucie osobistej wartości (na ile zasługuję na aprobatę?), 
  • własne cele i dążenia – zwłaszcza te, które odnoszą się do własnej osoby (jaką/jakim chciałabym/chciałbym być?),
  • obraz własnej osoby w oczach innych (jak mnie widzą i oceniają inni?).

Dziecko jest szczęśliwe wówczas, gdy wszystkie składnik jego struktury „Ja” pozostają z sobą w zgodzie, a jednocześnie harmonizują z tym, co się dzieje w jego życiu. Rozbieżności natomiast są powodem zmartwień, rozterek, a niekiedy wręcz dramatów. Tym większych, im bardziej dziecko czuje się bezsilne w przeciwdziałaniu ich przyczynom. Na przykład kiedy zostaje niesłuszne obwinione lub kiedy zostaje napiętnowane jakimś przezwiskiem.

Rzecz w tym, że takie konflikty są wcale nierzadkie w życiu współczesnych dzieci. Pojawiają się wszędzie tam, gdzie realia życia dziecka niosą z sobą jakieś zagrożenia, lęki czy obawy naruszające lub zaburzające integralność dziecięcego poczucia własnego „Ja”. Takie dzieci przeżywają uczucie własnej bezradności nie tylko w stosunku do niechcianej lub nierozumianej rzeczywistości, ale także w stosunku do samych siebie. Nie potrafią uporać się z własnym poczuciem małowartościowości, własnej winy, wstydu, żalu, zmartwienia, rozgoryczenia lub zawodu, wewnętrznego protestu czy rozpaczy. Zauważmy, że są to konflikty dzieci z samymi sobą, od których nie potrafią się one uwolnić, ale zarazem nie potrafią ich same rozwiązać. Są nie tylko bezradne, ale nadto w tej bezradności osamotnione. A przecież jakże często są to dzieci kochane. Tak przynajmniej myślą często i o tym je zapewniają ich rodzice, którzy rzeczywiście darzą je czułą miłością opiekuńczą i są absolutnie przekonani, iż ich dziecko musi być szczęśliwe.

Współczesnym dzieciom potrzeba nie tylko rodzicielskiej miłości opiekuńczej, ale także takiej, która wspierałaby ich niekiedy zaburzone i miotające się w konfliktach „Ja”. 

To dobrze, że przedmiotem społecznej troski są dzieci opiekuńczo zaniedbane, ale powinniśmy dostrzegać wszystkie dzieci, które czują się bezradne i osamotnione w swych wewnętrznych zmaganiach. Zauważmy, że tak liczne dziś samobójstwa dzieci i młodzieży dotyczą zwykle dzieci otoczonych troskliwą opieką najbliższych, ale pozbawionych zrozumienia i duchowego wsparcia ze strony kochających ich przecież rodziców.

Rzecz jednak w tym, że ta rodzicielska miłość, którą rodzice otaczali swoje dzieci od wieku niemowlęcego po dorastanie i młodość, pozostaje najczęściej wciąż na tym samym poziomie – miłości opiekuńczej. Ta ich pełna ofiarności miłość zbyt często nie postępuje wraz z rozwojem dziecka i zachowuje wciąż te same standardy poświęcenia i troski. Nie uwzględnia także tego, że ten rozwój nie przebiega już w świecie nacechowanym stałością i swojskością najbliższego środowiska, w jakim dziecko wyrasta, lecz wprowadza je w świat pełen anomalii, alienacji i zagrożeń, z którymi musi się ono zmagać. W tym tak bardzo odmienionym i często mało przyjaznym dla dzieci świecie nie wystarcza już ta rodzicielska miłość, której nadajemy tutaj miano opiekuńczej. Miłość ta musi ro...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Wychowanie w Przedszkolu"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy