Dołącz do czytelników
Brak wyników

Okiem pedagoga

19 lutego 2021

NR 63 (Luty 2021)

Dziecko w rodzinie.
Od przywiązania do rodzicielskiej miłości

Trzeba było wielu stuleci, zanim ludzie odkryli i zrozumieli, że dziecko dla swego w pełni pomyślnego rozwoju potrzebuje rodzicielskiej miłości. I trzeba było jeszcze nieco czasu, aby ponad wszelką wątpliwość ustalić, że taka miłość może się pojawiać i krzewić tylko w rodzinie, wśród osób trwale ze sobą powiązanych. 

Wcześniej wiedza o tym nie była w ogóle potrzebna. Życie dzieci toczyło się bowiem wyłącznie w rodzinach, nad tym zaś, czy są one w nich otaczane rodzicielską miłością, czy też nie, w ogóle się nie zastanawiano. Szczęście, radość i pomyślny rozwój dzieci nie były przedmiotem szczególntej troski. Nie wymagała tego ani organizacja rodziny, ani też panujące obyczaje obejmujące stosunek do dzieci. Te traktowano bowiem czysto instrumentalnie: były potrzebne do zapewnienia rodzinie egzystencji i do realizacji planów rodziców. Niecierpliwie czekano na czas, kiedy dzieci będą już zdolne do pracy w rodzinnym gospodarstwie, a im więcej ich było, tym lepiej dla pomyślności rodziny. Nie rozczulano się też nad nimi. Były traktowane bezwzględnie i surowo. Wymagano od nich przede wszystkim posłuszeństwa. Tak było przez całe wieki.

POLECAMY

Zjawisko zwane przywiązaniem

Dziś, kiedy tak bardzo doceniamy znaczenie rodzicielskiej miłości w życiu i rozwoju dziecka, ta smutna przeszłość budzi zastanowienie. Można by bowiem mniemać, że historia zaprzecza przekonaniu o potrzebie owej „witaminy M”, jak zaczęto nazywać rodzicielską miłość. Czyżby tamte, sięgające tak odległych czasów pokolenia dzieci, jakkolwiek żyły w trwałych rodzinach, jej – miłości – w ogóle nie zaznawały? Czyżby w przeszłości dzieci obywały się bez niej w swym rozwoju?

Coraz bardziej wyczerpującej odpowiedzi na te i inne pytania dostarcza nam psychologia rozwoju dziecka. Szczególną rolę odegrało tu odkrycie i opisanie przez Johna Bowlby’ego zjawiska nazwanego przywiązaniem. Zjawisko to pokazuje rolę, jaką w rozwoju dziecka odgrywają prawa natury, którym przecież podlega także nasz gatunek – człowiek. Działanie tych praw daje o sobie znać w sposób wyjątkowo wyrazisty właśnie w początkowej fazie życia i rozwoju każdej jednostki ludzkiej. Zrozumienie ich działania i znaczenia jest najbardziej pouczające, kiedy skupiamy się na ludzkim noworodku. Bo przywiązanie zaczyna się krótko po jego przyjściu na świat i będzie mu towarzyszyć przez całe lata jego rozwoju. 

Jak wiadomo, noworodek człowieka spośród całego świata ożywionego wyróżnia się wyjątkowo niską zdolnością, a właściwie jej brakiem, do samodzielnego życia. Ta życiowa bezradność dziecka trwa od chwili, gdy przychodzi ono na świat, bardzo długo, bo co najmniej kilka lat, a i potem stopniowo dopiero zanika. Jedyne przygotowanie do życia, z jakim dziecko je zaczyna, zawdzięcza wyłącznie naturze. To ona bowiem obdarzyła je zapisem w jego genach doświadczenia, jakie w ciągu tysięcy lat zgromadzili odlegli, także zwierzęcy, przodkowie. Składają się nań nieliczne odruchy bezwarunkowe (a więc działające ślepo, niejako automatycznie), takie jak odruch ssania, płaczu i krzyku czy wydalania, jak również – także nieliczne – instynkty, a więc zdolności do pewnej, ściśle określonej aktywności. Jednym z takich instynktów jest instynkt naśladownictwa, dzięki któremu niemowlę może się uczyć od dorosłych różnych umiejętności, m.in. mowy. Nas jednak zainteresuje tutaj instynkt, który sprawia, że niemowlę wchodzi w relacje ze swym otoczeniem i uzyskuje od niego niezbędną dla siebie pomoc w radzeniu sobie z zaspokajaniem własnych życiowych potrzeb. Mowa tu o instynkcie przywiązania. Jego działaniem i rolą w rozwoju niemowlęcia warto się zająć nieco dokładniej. 

Zjawisko przywiązania pokazuje rolę, jaką w rozwoju dziecka odgrywają prawa natury, którym przecież podlega także nasz gatunek – człowiek. Zrozumienie ich działania i znaczenia jest najbardziej pouczające, kiedy skupiamy się na ludzkim noworodku. Bo przywiązanie zaczyna się krótko po jego przyjściu na świat i towarzyszyć będzie przez całe lata jego rozwoju.

Ale zanim do tego przejdziemy, musimy zwrócić uwagę na jeszcze jedną wrodzoną właściwość naszego niemowlęcia. Będzie ona odgrywać niezwykle doniosłą rolę w całym jego życiowym funkcjonowaniu. Jest nią zdolność do doznawania dwóch podstawowych rodzajów uczuć: spokojnego zadowolenia i przyjemności z jednej strony oraz przeciwstawnych im uczuć przykrego napięcia i cierpienia z drugiej. 

Skrajne emocje motorem aktywności niemowlęcia w byciu na świecie

Pojawiają się one pod wpływem stanów, w jakich znajduje się jego organizm. Stan optymalny, korzystny dla jego rozwoju, jest wtedy, kiedy organizm ma wszystko, czego potrzebuje, a zarazem jest wolny od czynników szkodliwych. Stan taki określa się mianem homeostazy. Towarzyszą mu pozytywne uczucia dziecka, a więc uspokojenia i przyjemności. Ale biochemiczna równowaga ustroju, jaką jest ów stan, może zostać – i cyklicznie wciąż tak bywa – zakłócona przez różne szkodliwe zmiany, głównie takie jak głód, pragnienie, nadmiar ciepła lub chłodu, ucisk lub kolka. Wraz z nimi niemowlę doznaje także uczuć przykrego napięcia lub cierpienia. Uczucia te mogą ustąpić na rzecz uczuć rozluźniającego zadowolenia dopiero wtedy, kiedy te niekorzystne dla organizmu zmiany zostaną usunięte, a więc kiedy zostanie przywrócona homeostaza. 

Życie niemowlęcia jest wyznaczone przez nieustanną oscylację pomiędzy przyjemnym rozluźnieniem, jakie niesie z sobą homeostaza, a dyskomfortem i cierpieniem, jakie wciąż przynosi czasowe, a niekiedy dość trwałe jej zakłócenie. Cała aktywność jego organizmu jest od pierwszych chwil po przyjściu na świat nieustannym wysiłkiem zmierzającym ku zachowaniu lub przywróceniu utraconej homeostazy, a więc uwolnieniu organizmu od wszystkiego, co jest źródłem owego nieprzyjemnego lub nierzadko bolesnego napięcia. Niemowlę nie jest jednak – i jeszcze długo nie będzie – zdolne do tego, aby samodzielnie zaspokajać potrzeby swego organizmu. Jest zdane wyłącznie na pomoc ze strony otoczenia. Natura wyposażyła je jednak w narzędzie, za pomocą którego może pokonywać swą bezradność w jedyny sposób: przez sygnalizowanie otoczeniu swych potrzeb i domaganie się pomocy w ich zaspokojeniu. W tym celu wyraża ono stan własnego emocjonalnego napięcia za pomocą płaczu lub krzyku. Zachowanie takie ma w założeniu – i zwykle tak bywa – spowodować odpowiednią reakcję opiekuńczą osoby będącej przy dziecku. 

Tą najbliższą mu osobą jest z reguły (choć nie zawsze) matka. 

Już sama zdolność niemowlęcia (a potem dziecka) do sygnalizowania potrzeb swego organizmu i przywoływania pomocy jest nieocenionym darem natury. Ale natura na tym nie poprzestała. Wszak pomoc, jakiej potrzebuje dziecko, nie może być sporadyczna. Dynamika funkcjonowania i rozwoju dziecięcego organizmu sprawia, że musi być ona stała, a to oznacza, że osoba świadcząca tę pomoc musi być przy dziecku, w stałej gotowości. Przemawia za tym konieczność zarówno ciągłego zaspokajania potrzeb dziecka, jak i chronienia go przed różnymi zewnętrznymi zagrożeniami. Optymalne byłoby pozostawanie dziecka pod stałą opieką sprawowaną przez tę samą osobę. Taki właśnie rodzaj sprawowania opieki zapewniła natura, wyposażając dziecko w niezwykle ważny dla jego rozwoju instynkt – instynkt przywiązania. 

Na czym polega przywiązanie?

Przywiązanie polega na wrodzonym każdemu niemowlęciu (pojawia się kilka tygodni po urodzeniu) dążeniu do nieustannego pozostawania w bezpośredniej bliskości i kontakcie z określoną, tą samą, dobrze rozpoznawaną osobą, gotową i zdolną do niesienia mu natychmiastowej pomocy lub ochrony. Kontakt ten przynosi dziecku zaspokojenie jego życiowych potrzeb, z czasem jednak sama bliskość tej osoby daje mu poczucie szczęśliwości i bezpieczeństwa. Dzięki przywiązaniu dziecko otrzymuje więc wszystkie te zasoby i są mu stwarzane wszystkie te warunki, jakie są niezbędne do utrzymywania lub przywracania optymalnego stanu jego organizmu, a zatem dalszego życia i rozwoju. Jednocześnie przywiązanie spełnia także nieocenioną funkcję zapewniania dziecku niezbędnego dla tego rozwoju stanu szczęśliwości i poczucia bezpieczeństwa.

Homeostaza jako stan optymalny, korzystny dla rozwoju niemowlęcia jest wtedy, kiedy organizm ma wszystko, czego potrzebuje, a zarazem jest wolny od czynników szkodliwych. 

Byłoby trudno przecenić znaczenie, jakie dla rozwoju dziecka ma instynkt przywiązania. Dzięki niemu mała, bezradna istotka, jaką jest niemowlę, odszukuje w świecie, w który dopiero wkracza, tę jedyną, wybraną osobę, której powierza swoje istnienie i pomyślność. Ku niej kieruje swoje potrzeby. W tym poszukiwaniu nie jest jednak wcale zdana na ślepy los. Wszak obiektem przywiązania może być tylko osoba, która jest skłonna i zdolna do tego, aby otoczyć niemowlę opieką i służyć mu stałą pomocą.

Także w tym względzie natura wyszła dziełu człowieczej prokreacji daleko naprzeciw. Po pierwsze, umieściła w jego bezpośredniej bliskości osobę będącą w zasięgu jego wszelakiej zmysłowej wrażliwości. Tą osobą jest matka. Po wtóre, matkę wyposażyła w instynkt macierzyński – genetycznie silnie wkodowaną potrzebę i zdolność ofiarnego opiekowania się powitym dzieckiem i chronienia go przed wszelkimi zagrożeniami.

Oba te instynkty – dziecięcego przywiązania z jednej strony i matczynego oddania dziecku z drugiej – stanowią niewątpliwie harmonijną jedność i wzajemnie się dopełniają. Ich istotę stanowi zupełnie niezwykła, wyznaczona przez wspólnotę genów więź, dla której mamy jedno określenie: więź krewniacza. Ona to sprawia, że matka widzi w swym dziecku niejako część samej siebie, część, której nie daje się wyrzec, a która zawiera się w świadomości „ono jest moje”. Z drugiej strony zaś w jej dziecku rychło pojawia się najpierw uczucie, a potem świadomość posiadania własnej matki w sposób wyłączny, jedyny w sobie, niedający się w żaden sposób zanegować, a zawierający się w słowach „ona jest na zawsze moja”. Ta spontanicznie ukształtowana więź matki z dzieckiem wpisuje się niezwykle trwale w całą strukturę „ja” obu istot i będzie się zaznaczać w różnych momentach ich biografii. 

Jeśli się przyjrzeć dotychczasowym dziejom naszego gatunku, bez trudu znajdujemy uzasadnienie, dlaczego dziecięce przywiązanie i macierzyńska opiekuńczość szły zawsze ze sobą w parze. Zapewniała ten związek w sposób niezawodny rodzina.

Stanowiła ona zawsze grupę społeczną, w której dzieci przychodziły na świat i w której ich bliski związek z matką znajdował poparcie oraz ochronę. Toteż narzuca się tu oczywisty wniosek odnoszący się do wielowiekowej przeszłości człowieka: rodzina była zawsze naturalną kolebką, a zarazem niezawodną ostoją tego związku. W rodzinie, i tylko w niej, były warunki, w których spontanicznie rodziło się dziecięce przywiązanie do matki i macierzyńska opiekuńczość w stosunku do dziecka. A ponieważ ona właśnie była podłożem matczynej miłości, łatwo stąd o jeszcze jeden ważny wniosek: rodzina była przez całe nasze dzieje siedliskiem, w którym dziecko nią właśnie, macierzyńską miłością, było otaczane.

Wniosek ten pozwala nam teraz powrócić do wcześniej postawionego pytania o obecność miłości w życiu dzieci wcześniejszych pokoleń. Wszędzie tam, gdzie przychodziły one na świat w rodzinie, znajdowały w niej niezawodnie obiekt swego przywiązania – matkę – i doznawały matczynej miłości.

Epoka nowoczesności a zmiany w dziejach opieki nad dzieckiem

Motorem zmian stał się rozwój przemysłu i postępująca za nim urbanizacja – masowy przepływ ludzi ze wsi do miast. Warto zdać sobie sprawę z istoty i wielkości przemian, jakie ją dotknęły. Tradycyjna rodzina (chłopska, rzemieślnicza, a nawet kupiecka) była warsztatem pracy, w którym zatrudnienie, a także przyszłość, znajdywali wszyscy jej członkowie. Wspólna praca wymuszała organizację, która wyznaczała miejsce każdemu członkowi rodziny. Dzieci w miarę swego rozwoju podejmowały coraz bardziej złożone prace, ucząc się od starszych. Funkcjonowanie rodziny zapewniała odpowiednia, utrwalona przez wieki struktura, a więc układ władzy i funkcji. Teraz, w epoce nowoczesności, pojawia się nowa klasa społeczna – ludzi pracy najemnej, a wraz z nią nowy model rodziny. Jej dotąd stabilna i zwarta struktura, a także organizacja życia, ulegają daleko idącemu rozluźnieniu. Ojciec, dotąd kierownik rodzinnego warsztatu pracy, staje się pracownikiem najemnym zatrudnionym poza rodziną, dzieci stają się zbędne jako siła robocza, a więc wolne, co oznacza konieczność objęcia ich większym nadzorem i opieką. Te funkcje wraz z obowiązkami gospodyni domowej i strażniczki domowego ogniska spadają na matkę. Ale w tej nowej rodzinie wciąż jeszcze zachowana zostaje jej stabilność, zarówno w jej składzie, jak i w strukturze oraz kulturze zbiorowego życia. Wciąż jeszcze mamy do czynienia z pełną rodziną.

Dopiero epoka ponowoczesna, a więc czasy, w których teraz żyjemy, przynosi liczne i zasadnicze zmiany, które stawiają rodzinę wobec zupełnie nowych wyzwań i zagrożeń. Sprowadzają się one do rozpadu rodziny i dezorganizacji sposobu jej funkcjonowania. Zmiany te w istotny sposób zaciążyły przede wszystkim na opiece nad dziećmi. W dotychczasowej rodzinie opieka nad dziećmi należała głównie – a najczęściej wyłącznie – do matki. Teraz ta jej funkcja zostaje przez realia życia wielorako zaburzona. Jest to ściśle związane ze zmianą pozycji i miejsca kobiety w społeczeństwie. Rola matki przestała być jej jedyną rolą życiową, a dom rodzinny – jedynym terenem jej życiowej aktywności i spełniania siebie. Macierzyństwo przestało być jedynym posłannictwem życiowym kobiety. Stało się tak przede wszystkim wskutek wkroczenia kobiet w skali masowej na rynek pracy, a więc podjęcia przez nie aktywności zawodowej. Z jednej strony doprowadziło to do podniesienia statusu kobiety w społeczeństwie i niezależności materialnej, z drugiej zaś – do uwolnienia się jej od przymus...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Wychowanie w Przedszkolu"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy