Dołącz do czytelników
Brak wyników

Okiem pedagoga

19 lutego 2021

NR 63 (Luty 2021)

Dzieci i zwierzęta – czy są sobie potrzebne?

37

Przy okazji prowadzonych zajęć pewnego razu zapytałam dzieci, do kogo się przytulają, kiedy są smutne. Większość z nich odpowiedziała oczywiście, że do mamy/taty, jednak pewna sześcioletnia dziewczynka, nazwijmy ją Zosia, odparła, że do królika. Dopytałam, czy chodzi jej o żywe zwierzę, o „jej” królika. Potwierdziła. Trochę się zdziwiłam, ale pomyślałam, że dziewczynka być może chciała w ten sposób wyróżnić się na tle pozostałych dzieci. Jeszcze bardziej się zdziwiłam, a wręcz przeżyłam pewien rodzaj szoku, kiedy jakiś czas później Zosia przyznała, że królik został przez jej rodzinę… zjedzony. 

Dowiedziałam się wówczas, że rodzina Zosi hoduje m.in. właśnie króliki i co jakiś czas któryś z nich po prostu trafia na talerz. Dziewczynka opowiedziała o tym jako o czymś zupełnie naturalnym, jakby nie zwracając uwagi na fakt, że był to (lub mógłby być) być może ten sam królik, do którego się przytulała.

POLECAMY

W pamięć zapadła mi jeszcze jedna historia. Pewna mama poskarżyła się nauczycielce, że pod wpływem prowadzonych w przedszkolu zajęć dotyczących życia na wsi jej syn przestał jeść mięso1. Mama uważała, że to niedobrze („niezdrowo”) i prosiła wychowawczynię, aby spróbowała przekonać chłopca do zmiany zdania. 

Pod wpływem tych zdarzeń zaczęłam się zastanawiać nad znaczeniem zwierząt w życiu dzieci, a także na temat roli, jaką może odegrać przedszkole, kształtując postawę przedszkolaków względem braci mniejszych. Czy warto o tym mówić i jak to robić?

Czy nauczyciel może doradzić coś rodzicom przedszkolaków w tych kwestiach? Co daje dzieciom kontakt ze zwierzętami? Tym – lekko nietypowym – zagadnieniom chciałabym się przyjrzeć na gruncie niniejszego artykułu.

Zwierzęta też się przywiązują

Pod koniec lat 50. ubiegłego wieku amerykański psycholog Harry Harlow przeprowadził – dość okrutny, jak byśmy dziś powiedzieli – eksperyment na małych rezusach2. Badacz oddzielił młode od biologicznych matek zaraz po urodzeniu, oferując im w zamian dwie sztuczne atrapy matek, z których jedna zbudowana była z drutu i trzymała butelkę z mlekiem, druga zaś była pokryta miękkim materiałem, ale nie zapewniała pożywienia. Okazało się, że małe małpki spędzały z „matką karmiącą” tyko tyle czasu, ile potrzebowały, aby się najeść, zdecydowanie preferując kontakt z „matką futrzaną”. Co więcej, to w jej towarzystwie małe rezusy chętniej eksplorowały otoczenie, a także to jej towarzystwo wybierały, jeśli w klatce pojawiało się coś, co 
budziło w nich strach. Innymi słowy, o zbudowaniu więzi z „matką” najwyraźniej nie decydowało pożywienie, tylko dotyk.

Ciekawych odkryć dostarczyły także badania austriackiego zoologa i ornitologa Konrada Lorenza (1935) nad zjawiskiem tzw. imprintingu (wdrukowania) na przykładzie gęsi. Okazuje się, że w przypadku niektórych gatunków obowiązuje ściśle określony czas, w trakcie którego przywiązują się one (uznają go za swojego opiekuna) do pierwszego ruchomego obiektu, który zobaczą po narodzinach. W warunkach naturalnych jest to zwykle matka. W eksperymencie Lorenza owym obiektem stał się on sam – małe gąsiątka uznały badacza za swoją „matkę” i podążały za nim.

Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ chcę pokazać, że podobnie jak w przypadku ludzi3 u zwierząt potrzeba więzi występuje, jest wrodzona i nie ma większego związku z faktem bycia karmionym. Bardziej liczy się bezpośredni kontakt, dotyk, możliwość „podążania za”. Zresztą każdy, kto ma pod swoim dachem psa, kota lub choćby świnkę morską, nie potrzebuje wyników badań naukowych, aby potwierdzić, że zwierzęta przywiązują się do swoich właścicieli – i vice versa. Oraz że nie ma to większego związku z tym, kto konkretnie napełnia miskę (jak przekonywano mnie, kiedy byłam dzieckiem). Na swoim przykładzie również mogę potwierdzić, że choć nie mam codziennego kontaktu z pewnym kotem, ów kot przywiązał się do mnie 
(a ja do niego) „tylko” na bazie głaskania i mówienia do niego łagodnym głosem. Tyle wystarczyło, aby kot za każdym razem cieszył się na mój widok i domagał się kontaktu ze mną, choć nie spotykamy się często.

Więź pojawia się nie tylko pomiędzy samymi zwierzętami, ale również w kontakcie człowiek–zwierzę. Wystarczy porozmawiać z tymi, którzy stracili swojego pupila – opowiadają, że czują się tak, jakby odszedł prawdziwy członek ich rodziny. Analogicznie zdarza się, że po śmierci głównego opiekuna zwierzę także dość szybko umiera, tak jakby nie mogło znieść tęsknoty. Widać wyraźnie, że nawet chwilowa nieobecność opiekuna, który wyszedł np. po zakupy, nie jest zwierzęciu obojętna, jak wspomnianemu przeze mnie kotu, który pod nieobecność swojej właścicielki przestaje na ten czas jeść i często wpatruje się w drzwi wejściowe do mieszkania. Skoro zatem więź człowiek–zwierzę może mieć taką siłę, to co ona nam, ludziom, daje – dorosłym, a także dzieciom?

Zwierzęta i my – trochę teorii

Tym, który jako pierwszy zaczął przyglądać się relacjom pomiędzy dziećmi i zwierzętami, był w latach 60. ubiegłego wieku amerykański psychiatra Boris M. Levinson. Uważał on, że umożliwienie dzieciom przejawiającym zaburzenia emocjonalne opiekowania się zwierzętami przynosi im realne terapeutyczne korzyści, m.in. za sprawą nieoceniającego, bezwarunkowego przywiązania, jakie oferują zwierzęta. Sądził ponadto, że u dzieci w ogóle relacja ze zwierzęciem pogłębia zdolność do empatii i tolerancji, rozwija postawę odpowiedzialności i zwiększa zdolność do samokontroli. 

Potwierdzają to niektóre współczesne badania. Wystarczy wpisać w popularną wyszukiwarkę internetową hasło „wpływ zwierząt na dzieci”, aby otrzymać całkiem sporo artykułów informujących, że oddziaływanie to jest zdecydowanie pozytywne. Możemy się z nich dowiedzieć np., że dzieci dorastające w domu, w którym obecne są zwierzęta, dojrzewają szybciej pod względem nie tylko emocjonalno-społecznym, ale nawet ruchowym, są bardziej pewne siebie, szybciej zaczynają mówić i są bardziej ciekawe świata. Koegzystowanie ze zwierzęciem to dla dziecka okazja do wykonywania czynności pielęgnacyjnych i opiekuńczych, takich jak karmienie, czesanie i dbanie o higienę, okazywanie i „odbieranie” uczuć. Można się spodziewać, że wszystko to wspierać będzie rozwój empatii u dzieci nie tylko względem zwierząt, ale także w obrębie relacji międzyludzkich (J.M. Williams, A. Lawrence, J. Muldoon, 2010, Children and their pets: Exploring the relationships between pet ownership, pet attitudes, attachment to pets and empathy). Z kolei badanie przeprowadzone przez P. Połomskiego (Małżeństwo i rodzina, 2003) wykazało, że te przedszkolaki, w których domu obecne było zwierzę, zostały ocenione przez nauczycieli jako mniej introwertyczne, nadwrażliwe i roztargnione, a jednocześnie jako bardziej towarzyskie, wytrwałe, wykazujące większą zdolność koncentracji oraz bardziej wyczulone na potrzeby innych ludzi. Jako ciekawostkę dodam, że również zgodnie z wynikami badań pozytywny wpływ zwierząt na ludzi dotyczy nie tylko ich funkcjonowania psychicznego, ale także zdrowia fizycznego. Wykazali to np. J. Serpell i B. Backwell na przykładzie przede wszystkim właścicieli psów, u których już po miesiącu od momentu zaopiekowania się czworonogiem doszło do istotnego osłabienia takich dolegliwości jak bóle głowy, oczu, stawów i bezsenność.

Podpowiedzi dla rodziców

Można przypuszczać, że nie wystarczy po prostu sprowadzić do domu psa lub chomika i oczekiwać, że sama obecność zwierzęcia rozwinie u dziecka np. empatię lub uczyni je bardziej pewnym siebie. Te procesy mogą być jedynie wspierane, w odpowiednich warunkach, poprzez możliwość uczestniczenia w opiece nad pupilem, a nie przez nią generowane. Chcąc zwiększyć prawdopodobieństwo, że obecność zwierzęcia w domu będzie oddziaływać na dziecko pozytywnie, należy solidnie przemyśleć pomysł „powiększenia rodziny” i spełnić wcześniej kilka warunków. Można porozmawiać o nich z opiekunami dziecka, jeśli pytają nas o radę, a nawet (jeśli zauważamy, że wiele dzieci w grupie chce mieć zwierzątko) poruszyć ten temat podczas ogólnego zebrania z rodzicami. Oto kilka wskazówek:

  • Nie każde zwierzę będzie odpowiednie dla każdego dziecka, zwłaszcza małego; chomika/myszkę/szczura łatwo przydusić lub „zagłaskać na śmierć”, poza tym tryb życia chomika (nocny) nie będzie współgrał z dziennym trybem życia dziecka; rybki, owszem, poradzą sobie same, ale trudno od nich oczekiwać emocjonalnej wzajemności; wydaje się, że najlepszym wyborem dla dziecka będzie pies (nie każdy!), kot, ewentualnie świnka morska. 
  • Zawsze należy pamiętać, że to dorosły odpowiada za opiekę nad zwierzęciem, a nie dziecko, zwłaszcza to w wieku przedszkolnym; o angażowaniu dziecka w proces opieki nad pupilem można myśleć najwcześniej wtedy, kiedy jest ono w wieku mniej więcej sześciu lat. Nie oczekujmy zatem od malucha nadmiernych zapewnień, że będzie zajmował się psem lub kotem; lepiej umówić się z dzieckiem na jedną czynność, np. napełnianie miski wodą, i przypominać mu o tym, chwaląc je za każdym razem, kiedy wywiązuje się z zadania.
  • W każdym wypadku należy dogłębnie omówić z dzieckiem zasady postępowania ze zwierzęciem i często o nich przypominać; można je nawet zilustrować (Nie lubię być ściskany, Nie chcę, żebyś ciągnął mnie za ogon, Nie lubię, kiedy krzyczysz) i powiesić w widocznymi miejscu.
  • Pamiętajmy, że oprócz samego tłumaczenia i przypominania dziecku zasad równie ważny, jeśli nie ważniejszy, jest bezpośredni przykład, jaki dorośli dają dzieciom swoją postawą i zachowaniem względem zwierząt. A zatem zamiast powtarzać: Nie ciągnij psa za ogon!, lepiej po prostu samemu często go głaskać, czesać i angażować do tego dziecko; zamiast powtarzać: Nie krzycz na psa!, lepiej mówić do zwierzęcia spokojnie, stanowczo, ale unikając krzyku itd. 
  • W zależności od wieku dziecka i jego kompetencji językowych można zaangażować je w proces wyboru imienia dla pupila. 
  • Zawsze warto zachęcać rodziców do przygarniania psów lub kotów ze schronisk w opozycji do kupowania rasowych. To właśnie takie działanie – uzupełnione tłumaczeniem, czym jest schronisko – może rozwijać w dzieciach wrażliwość i poczucie, że zrobiły dla innej żywej istoty coś dobrego.

Rola przedszkola

Niestety, mam wrażenie, że przedszkola jako takie generalnie niewiele uwagi poświęcają zagadnieniu dobrostanu zwierząt. O zwierzętach mówi się przy okazji omawiania tematów takich jak „las” lub „wieś”, ale raczej wyłącznie w kontekście poznawania nazw poszczególnych gatunków zamieszkujących dany teren, wydawanych przez nie odgłosów oraz tego, jakie produkty żywnościowe uzyskujemy dzięki krowom lub kurom. Oczywiście sama nie jestem w stanie namówić, nie mówiąc już o nakłanianiu, prac...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Wychowanie w Przedszkolu"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy