Dołącz do czytelników
Brak wyników

Praca z dzieckiem

20 listopada 2017

NR 26 (Kwiecień 2017)

Dawnych zabaw czar

Pracując z przedszkolakami, niejednokrotnie z sentymentem sięgamy po zabawy, które znamy z własnego dzieciństwa. Gdyby jednak uważnie wczytać się w dawne opracowania metodyczne, to okazałoby się, że niektóre z nich były znane już naszym dziadkom czy wręcz prapradziadkom. Wiele takich dawnych zabaw prezentowaliśmy już w „Wychowaniu w Przedszkolu” . Poniżej prezentujemy kolejnych dwadzieścia dawnych gier i zabaw. Można je z powodzeniem wykorzystać w codziennej pracy z przedszkolakami.

W 1821 r. ukazał się anonimowy Zbiór rozmaitych zabaw w posiedzeniach, czyli sztuka bawienia się we wszystkich porach roku tak na wolnym powietrzu, jako też w domu zawierająca najlepsze gry, śpiewy, wiersze, powieści, zagadki i różne sztuki dla wesołych familii. Odnajdujemy w nim m.in. następujące zabawy:

„Zgadnij, kto puka!”. Wszyscy uczestnicy, poza jednym, siadali na krzesełkach z zamkniętymi oczyma; dookoła wędrowało wybrane dziecko; kogo ono dotknęło, ten musiał zgadnąć, kto to był.

„Gra w gąskę” (organizowano ją dla grupy o nieparzystej liczbie osób). Wewnątrz okręgu utworzonego przez pozostałych uczestników znajdowała się tytułowa gąska; jej zadaniem było podanie dłoni wybranej osobie tak, by powstała pierwsza para; na ten sygnał wszystkie pozostałe osoby także starały się połączyć w pary; kto nie zdołał tego zrobić, ten pełnił rolę gąski w następnym powtórzeniu.

„Bieg gimnastyczny”. Pod tą enigmatyczną nazwą krył się wyścig w workach do wskazanego celu; dziś jest on jednym ze stałych punktów różnorodnych festynów dla dzieci).

W 1831 r. wydano monografię Łukasza Gołębiowskiego zatytułowaną Gry i zabawy różnych stanów w kraju całym lub niektórych tylko prowincjach. Umieszczony tu: kulig, czyli szlichtiada, łowy, maszkary, muzyka, tańce, reduty, zapusty, ognie sztuczne, rusałki, sobótki itp. Pojawiły się w niej opisy zabaw, które także współcześnie mogą okazać się atrakcyjne dla kilkuletnich dzieci.

W przypadku „Baniek mydlanych” i „Budowania domków z kart” jakiekolwiek opisy wydają się zbędne. Choć i zabawa „Król” jest znana powszechnie, to jednak rzadko łączy się jej tytuł z przebiegiem. Polega ona na kolejnym układaniu dłoni na środku stolika przez grono uczestników. Ten, czyja dłoń znalazła się na spodzie, mógł ją wyciągnąć i ponownie ułożyć na wierzchu. Gra trwała aż do momentu, gdy wszyscy, poza jednym uczestnikiem, znudzili się nią. On zostawał tytułowym królem, czyli zwycięzcą rywalizacji.

„Talar” polegał na dyskretnym podawaniu sobie drobnego przedmiotu (choćby tytułowej monety) przez grono osób siedzących w okręgu. Zadaniem dziecka, znajdującego się w jego środku, było wskazanie, kto w danej chwili ukrywał ten przybór w dłoni. Jeśli zrobiło to prawidłowo, mogło zamienić się rolą z tą osobą.

„Wilk i gąski” to adresowany do dzieci opis tego, jak gęsia mama chroni swój przychówek przed atakiem drapieżnika. Gąsięta stawały za matką rzędem (czyli właśnie „gęsiego”), chwytając poprzedników za biodra. Wilk starał się złapać ostatnie gąsiątko. Mama – gęś musiała mu to uniemożliwić, szeroko rozkładając ręce (skrzydła). Jeśli jednak drapieżnik zdołał dopiąć swego, w następnym powtórzeniu gry ustawiał się na końcu rzędu. Z kolei gęsia mama odgrywała rolę wilka. Stojące chwilę wcześniej za nią pierwsze gąsiątko stawało się wobec tego gęsią mamą. Rozgrywkę toczyło się tak długo, by każdy choć raz pełnił każdą z trzech ról: wilka, gęsi i gąsiątka.

W 1869 r. Karol Kozłowski opublikował Gry i zabawy dla młodzieży. Warto zaznaczyć, że opracowanie było dedykowane jego wychowankowi Zdzisiowi, czyli synowi księcia Adama Czartoryskiego. W książce odnajdujemy m.in. następujące pomysły zabaw:

„Gra w wielką piłkę”. Najzwyklejsze w świecie, wielokrotne podrzucanie i chwytanie piłki w taki sposób, by nie spadła na podłoże; kto zdołał robić to najdłużej, ten wygrywał.

„Kasza”. Zadaniem osoby stojącej wewnątrz okręgu było odbicie piłki o ziemię; pozostali uczestnicy mieli za zadanie złapać ją, zanim spadła na podłoże; kto ją schwycił, zamieniał się rolą z osobą znajdującą się w środku.

„Gra w małe kule”. W zabawie wykorzystywano szklane kulki, którymi rzucano na wielorakie sposoby; grę tę przypomniał kilkadziesiąt lat później Ferenc Molnár w Chłopcach z Placu Broni; dziś bez trudu można kupić wielokolorowe szklane kulki w sklepach z zabawkami w przystępnej cenie; ten fakt znakomicie dowodzi, jak wspomniana gra przez półtora wieku się zdemokratyzowała – niegdyś zabawiały się nią dzieci z rodzin arystokratycznych, dziś mogą to robić wszystkie maluchy bez wyjątku.

„Ślepa babka siedząca lub stojąca”. Zadaniem osoby z opaską na oczach było rozpoznanie tego, kto znajduje się przed nią; dopuszczalne było dotykanie tej osoby; warto zauważyć, że różnorakie odmiany tej zabawy znane były na dworach całej Europy już kilka wieków wcześniej.

„Gra w zielone”. Kozłowski opisał tę grę, cytując Jana Długosza; polegała ona na obowiązku nieustannego noszenia przy sobie czegoś zielonego, choćby listka lub elementu ubioru; kto nie miał czegoś zielonego w wybranej przez rywala chwili, ten przegrywał.

„Pantomimika ze śpiewem” (tu konieczne jest ukazanie Kozłowskiego jako prekursora). Podczas zabawy zadaniem jednego z uczestników było naśladowanie ruchów wykonywanych przez wybranego rzemieślnika, pozostałe dzieci miały odgadywać, kogo im przedstawiono; warto podkreślić, że mamy tu do czynienia z opowieścią ruchową, autor opisał ją przy tym kilkadziesiąt lat przed Józefem Gotfrydem Thulinem, któremu przypisuje się aut...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy