Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

8 czerwca 2020

NR 57 (Czerwiec 2020)

Jak wspierać dziecko w procesie przedszkolnej adaptacji?

24

Hej ho, hej ho, do przedszkola by się szło!

W rzeczywistości nie zawsze jest tak wesoło, jak w bajce o krasnoludkach. Moment, w którym dziecko przekracza próg przedszkola, jest często przełomowy nie tylko dla niego samego, lecz także dla jego opiekunów oraz stanowi wyzwanie dla nauczycieli. 

Dziecko musi zmierzyć się z totalnie odmienną dla niego rzeczywistością – rodzice czasowo znikają, za to pojawiają się zupełnie nowe panie, które mówią mu, co ma robić, i organizują znaczną część jego dnia. Oprócz niego, w nowym miejscu znajduje się gromadka nieznanych mu dzieci, z których wiele płacze, niektóre biją lub popychają. Zabawki, choć atrakcyjne, nie są wydzielane „po jednej” dla każdego, co rodzi konflikty. Dziecko jest namawiane do tego, aby jadło coś, czego nie ugotowała mama, nie odzywało się w trakcie posiłku. Dowiaduje się także, że przed południem powinno się zdrzemnąć – bez mamy i taty, w obcym miejscu. Pomijając momenty swobodnej zabawy, nieustannie słyszy, co będzie musiało zrobić lub czego nie powinno robić („Teraz zjecie śniadanie, potem umyjecie ręce, potem będą zajęcia w kółeczku, potem usiądziecie do stolików, żeby narysować, potem…”). W skrajnych sytuacjach (niestety, zdarzają się, choć mam nadzieję, że rzadko) słyszy, że ma „przestać płakać”, kiedy nie udaje się go uspokoić. Tak, początek przedszkola to dla dziecka ciężka praca i niezłe wyzwanie. 

Jego opiekunom również nie jest łatwo. Muszą zmierzyć się ze świadomością, że oto oddają dziecko pod opiekę komuś – bądź co bądź – obcemu, kto może mieć inne „podejście” do dzieci, inne poglądy na wychowanie, inny styl bycia, w ogóle inne poglądy „na życie” (dlatego tak ważny jest wybór przedszkola, którego „misja” będzie zgodna ze światopoglądem rodziców, ale o tym dalej). Początkowo nieustannie „są pod telefonem”, spodziewając się, że panie zadzwonią (bo dziecko długo płacze, bo skończyły się ubrania na przebranie, bo ma gorączkę) i faktycznie często tak się dzieje. Stres obniża kształtującą się dopiero odporność, więc zaczyna się chorowanie, wolne w pracy z powodu opieki nad dzieckiem, przerwy w aktywności przedszkolnej, powroty, ponowna adaptacja.

Przy tym wszystkim nie można zapominać o nauczycielach. Przebywanie przez kilka godzin dziennie z dwudziestką piątką dzieci, z których większość doświadcza stresu, nie od razu skuteczne próby ich uspokajania i nawiązywania relacji, przebieranie tych, którym zdarzyła się „wpadka” (nierzadko częściej, niż raz dziennie), pierwsze kontakty z rodzicami, którzy również są w stresie i bardzo chcieliby usłyszeć, że „Było OK” (a nie zawsze było) – to wszystko jest bardzo obciążające dla pracowników przedszkola.

Mówiąc wprost, wrzesień, a często także październik, to przedszkolna jazda bez trzymanki dla wszystkich zainteresowanych.
Czy można zatem coś zrobić, aby rzeczywistość nie okazała się aż tak dramatyczna, jak ją (lekko przesadnie) opisałam?

Kiedy zaczyna się adaptacja?

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że proces przygotowywania dziecka do „przedszkolnego rozstania” rozpoczyna się znacznie wcześniej niż pod koniec sierpnia (dni adaptacyjne) i że nie polega on wyłącznie na rezygnacji z pieluch, traktowanym często jako jeden z warunków przyjęcia dziecka do placówki. Proces rozstania, jego przebieg i funkcjonowanie dziecka w przedszkolu w dużej mierze zależą od dotychczasowego przebiegu i charakteru relacji dziecka z opiekunami, a konkretnie, od jakości więzi (przywiązania) między nimi. Dziecko tzw. bezpiecznie przywiązane będzie, owszem, przez jakiś czas płakać i tęsknić za rodzicem, ale jednocześnie pozwoli nowej pani się pocieszyć, względnie szybko odzyska spokój i zainteresuje się nowym otoczeniem. Dziecko przywiązane pozabezpiecznie będzie miało większą trudność z czerpaniem wsparcia od obcej osoby. Pewne dzieci z tej grupy płaczą zbyt długo i zbyt intensywnie, co znacząco uniemożliwia im funkcjonowanie w przedszkolnym otoczeniu (jedzenie, spanie, zgłaszanie potrzeb fizjologicznych, zabawa). Inne robią wrażenie nadaktywnych, chaotycznych w swoim zachowaniu, mają trudność z rzeczywistym skupieniem się na danej aktywności. Jeszcze inne, pozornie nieprzeżywające smutku i tęsknoty za rodzicem, w istocie tłumią te uczucia, co może znaleźć ujście w zachowaniach agresywnych względem rówieśników. Temat przywiązania jest jednak bardzo szeroki i wykracza poza ramy niniejszego artykułu. Przyjmijmy, że wszystkie dzieci, niezależnie od charakteru więzi z rodzicem, mogą doświadczać krócej lub dłużej trwających trudności z rozstaniem. Przyjrzyjmy się zatem, jak można im pomóc, aby cały proces adaptacji przebiegał możliwie bezboleśnie. 

Wybór odpowiedniej placówki

Dokonując wyboru przedszkola, warto (na tyle, na ile to realnie możliwe) nie kierować się wyłącznie wysokością czesnego lub bliskością od miejsca zamieszkania. Oczywiście czasem nie ma innego wyjścia i wymienione kryteria stają się decydujące, ale w innym wypadku dobrze jest wziąć pod uwagę także ogólną „misję” przedszkola, przy czym lektura strony internetowej to za mało. Warto spotkać się z dyrektorem, porozmawiać z nauczycielem, zrobić „wywiad” wśród znajomych. Dla jednych osób ważne będą (bliskie mi) kwestie typu, w jaki sposób nauczyciele reagują na „trudne” zachowania dzieci, czy wszystkie emocje dziecka są szanowane. Czy dzieci są nakłaniane do jedzenia, spania? W jaki sposób przedszkole traktuje dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi? Dla innych istotna będzie ilość czasu spędzana na świeżym powietrzu, częste wycieczki i oferta zajęć dodatkowych. Tak czy siak, dogłębne przeanalizowanie oferty przedszkola może zmniejszyć prawdopodobieństwo późniejszego rozczarowania, a w skrajnym wypadku zapobiegnie konieczności zmiany placówki.

Doświadczenie rozstania…

…niemal zawsze jest (początkowo) trudne – jednak dla pewnych dzieci mniej, dla innych bardziej. Od czego to zależy, oprócz zaznaczonej przeze mnie wyżej kwestii jakości przywiązania, nad którą „pracujemy” praktycznie od urodzenia, a nawet w okresie prenatalnym? Rodzic powinien zadać sobie pytanie, czy dziecko, zanim znalazło się w przedszkolu, miało już doświadczenie pozostawania pod opieką kogoś innego niż on. Nie tylko babci, ale także niani lub sąsiadki, choćby na chwilę? Jest to o tyle ważne, że pozwala dziecku przekonać się, że rodzic „zawsze wraca”. Trudno oczekiwać od trzylatka, który całe swoje życie spędził wyłącznie z rodzicami, że z dnia na dzień zaakceptuje fakt, iż od dzisiaj funkcję jego opiekuna chwilowo przejmuje ktoś zupełnie mu nieznany. Odpowiednio wcześniej warto zatem aranżować sytuacje, w których dziecko na pewien czas pozostaje pod opieką kogoś innego, niż główny opiekun, przy czym niekoniecznie musi być to „ogródek zabaw” w galerii handlowej (jako była – dawno temu – pracownica takiego miejsca – nie polecam).

Współpraca z rodzicami

To dość oczywiste, że rozmawiając z dzieckiem o przedszkolu, powinno się to robić w tonie pozytywnym. Trzeba podkreślać, że dziecko będzie się dobrze bawić, że ciocie nauczą je ciekawych zabaw, że pozna kolegów i koleżanki. „Pozytywny ton” nie polega jednak na zakłamywaniu rzeczywistości. Nie możemy zapewniać dziecka, że nie będzie płakało i że nie będzie mu smutno, bo to nieprawda, i kiedy przyjdzie co do czego, dziecko może się poczuć oszukane. Lepiej powiedzieć „Jeśli będzie ci smutno/zaczniesz płakać/będziesz mieć jakiś kłopot, wtedy podejdziesz do pani i powiesz jej o tym, a ona ci pomoże. Zastanówmy się, co jeszcze będziesz mógł zrobić, kiedy będzie ci smutno?” (przytulić misia, narysować coś). Ważne, żeby obraz przedszkola, choć przedstawiony optymistycznie, był realny. W związku z tym lepiej nie kłamać, jeśli odpowiedź na pytanie dziecka nie jest opiekunowi znana. W takiej sytuacji lepszym rozwiązaniem będzie odpowiedź: „Nie wiem, ale możemy się tego dowiedzieć”. 
Wszelkie lęki i obawy związane z adaptacją rodzic powinien zachować dla siebie, jednak nie oznacza to wyłącznie, że nie powinien o nich wspominać w obecności dziecka. O wiele ważniejsze jest, aby rodzic zastanowił się, czy rzeczywiście jest przekonany, że dziecko sobie poradzi. Bo jeśli tak nie jest, dziecko tę niepewność wyczuje – w tonie głosu, postawie ciała, wyrazie twarzy opiekuna. Na poziomie słów należy bezwzględnie unikać stwierdzeń typu „Będę za tobą bardzo tęsknić”, „Będzie mi smutno bez ciebie” (dziecko poczuje się obciążone zmartwieniem rodzica). O wiele lepiej sprawdzi się: „Poradzisz sobie i będę bardzo ciekawa, co robiłeś w przedszkolu, opowiesz mi o tym po powrocie”.
Uważam, że jeśli to tylko możliwe, na początek lepiej unikać „wrzucania na głęboką wodę”, tj. pozostawiania dwu i pół-, trzylatka od razu na 8 godzin. Nawet dla „stabilnego emocjonalnie” dziecka to zbyt dużo i może zaowocować rozdrażnieniem pod koniec dnia. Na początek lepiej sprawdzą się 3–4 godziny, tak aby dziecko mogło zapoznać się z podstawowymi punktami dnia (czynności higieniczne, śniadanie, zajęcia w kręgu, ewentualnie przy stoliku, zabawa swobodna na dworze, ewentualnie leżakowanie, obiad). Zdecydowanie lepiej odbierać dziecko w momencie, kiedy jeszcze dobrze się bawi, aby wychodząc, miało w głowie dobre wspomnienie związane z przedszkolem i chciało do niego wrócić. Odbieranie go o godzinie 17, kiedy jest już zmęczone, stęsknione i przeciążone bodźcami, przyniesie skutek odwrotny do zamierzonego. Wraz z pozytywnym przebiegiem adaptacji czas pobytu będzie można, rzecz jasna, stopniowo wydłużać. 
Dziecko będzie oczywiście chciało wiedzieć, kiedy rodzic po nie wróci. Należy wówczas używać sformułowań dla niego zrozumiałych, a więc zamiast: „Za cztery godziny/po południu/niedługo”, mówimy: „Po drugim śniadaniu/po obiedzie”. „Po obiedzie” oznacza jednocześnie, że kiedy dziecko skończy jeść, rodzic powinien już czekać za drzwiami.
To zrozumiałe, że w momencie odbierania dziecka opiekun będzie ciekawy: „Jak było?”. Tym niemniej pytania typu „Czy zjadł?”, „Czy spał?” i „Czy – o zgrozo! – «był grzeczny»?”1 lepiej zachować dla nauczyciela. Dla dziecka o wiele ważniejsze będzie pragnienie podzielenia się tym, co robiło, z kim/w co się bawiło i jak się czuło/czuje. Często zdarza się, że dziecko wybucha płaczem „na przywitanie” rodzica, który jest tym faktem zdziwiony, jednak nic w tym niezwykłego. Ono po prostu czekało, aby podzielić się swoimi emocjami z kimś, kto jest dla niego najważniejszy. Jeśli płacze, mówi, że było okropnie – nie wolno zaprzeczać, mówiąc: „Nie płacz, na pewno nie było tak źle”. W takiej sytuacji lepiej po prostu je przytulić i wysłuchać, okazując mu empatię. Pozwoli to dziec...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy